od kilku tygodni na łamach portalu gazety przetacza się dyskusja na temat pokolenia obecnych trzydziestolatków. przedstawiona sytuacja materialno - mieszkaniowa tego pokolenia wydaje mi się bardzo nieobiektywna. normalnie nie daje mi to spać. przecież Polska trzydziestolatków to nie rzesze malkontentów, sfrustrowanych, nieszczęśliwych i zawiedzionych życiem. przecież Polska to nie tylko Warszawa z chorymi cenami mieszkań. przecież Polacy nie dzielą się zarobkami tylko na lemingów i kasjerów w markecie. przecież marzeniem nie każdego trzydziestolatka jest mieszkanie. przecież czasem oszczędzamy, czasem żyjemy na kredyt, a czasem ponad stan.
sama mieszkam w domu, który jest własnością banku. ale gdyby nie kredyt, jak miałabym odłożyć pieniądze na dom? wiele lat mieszkałam w wynajętych mieszkaniach i też byłam szczęśliwa. zgodnie z zasadą "tam dom twój, gdzie chodzę boso ". wszędzie można oswoić cztery ściany.
rozpisałam się, uff, zainteresowanych odsyłam do artykułów TU , jednak nie radzę czytać komentarzy - pełne są jadu, nienawiści i frustracji, żadnych rzeczowych argumentów. skąd się biorą ci ludzie?
ciekawa jestem Waszych opinii






